Zdjęcie przedstawia rower z sakwami na pustej plaży. W tle Morze Bałtyckie.

Rowerem po wschodnim Bałtyku: cisza, las i zimno w hamaku

Spis treści

Na odwieczne pytanie „morze czy góry” zawsze odpowiadałam: „góry”. Morze mnie nudziło. Poskaczesz przez fale, pospacerujesz po plaży… i tyle. Po dwóch dniach nie wiedziałam, co tam robić. Aż do 2020 roku, kiedy znajomi wyciągnęli mnie na rowerową trasę ze Świnoujścia na Hel. I to było to! Mój ukochany rower + morska bryza = idealne połączenie. Dlatego jakiś czas temu postanowiłam spróbować jeszcze raz – tym razem wschodnią stroną Bałtyku. I nie żałuję.
Trasa: Gdańsk – granica z Rosją – Mikoszewo – Tczew
Czas: cztery dni (czwartek po pracy – niedziela wieczór)
Dystans: 172 km

Dzień 0 – Gdańsk i zegar z bajki

Do Gdańska dotarłyśmy z W pociągiem. Jeszcze „luksusowy” nocleg (czyli łóżko i dach nad głową) i szybkie wieczorne „zwiedzanko” miasta. Z racji mojego chłodnego stosunku do zabytków nie liczcie na przewodnikowy opis. Ale jedno miejsce odwiedzić musiałam – Bazylika Mariacka. Dzięki obecności niemieckiej wycieczki mogłam się nawet co nieco dowiedzieć o zegarze, który się tam znajduje. A skoro już wiem, to Wam opowiem.
Zegar ma ponad 14 metrów wysokości, powstał w XV wieku, a jego twórcą był Hans Düringer. Trzy poziomy:
– dolny to kalendarz (również święta ruchome – 76 lat do przodu),
– środkowy pokazuje godziny, pozycję słońca i fazy księżyca,
– górny to teatr figur – 23 rzeźby, w tym apostołowie, śmierć, ewangeliści, Adam i Ewa (ostatnia dwójka wybija godziny i kwadranse).
Zegar z rozmachem.

Dzień 1 – z Gdańska do lasu pod Stegną

📍 40 km
Ale prawdziwa przygoda zaczęła się w piątek. Trzeba było tylko wyjechać z Gdańska dość mocno uczęszczaną przez samochody drogą i… witaj, naturo! Z radością powitałyśmy lasy wzdłuż wybrzeża. Ścieżka przez las jest szeroka. W niedzielę jeden pan mówił, że pod koniec sezonu jest już wyjeżdżona i piaszczysta, ale nam się jechało świetnie. Gdyby jednak komuś drogą rowerową przez las było źle, to zawsze można wskoczyć na EuroVelo 10, prowadzącą asfaltem. Nie było też tłumów. Można było swobodnie rozmawiać i cieszyć się pięknem wokół.
Po drodze przeprawa przez Wisłę – prom w Świbnie (10 zł za rowerzystę). Działa sprawnie, ale warto sprawdzić na stronie internetowej, czy nie zamknęli ze względu na warunki atmosferyczne.
Po drugiej stronie rzeki wskoczyłyśmy radośnie na R10, lecącą lasem, która raz wchodzi w las, raz zahacza o miasteczka. Miejscowości na wschodzie są mniejsze i mniej turystyczne. Nie trzeba więc przedzierać się przez tłumy. Nietrudno też o kawałek plaży bez mnóstwa parawanów. Ale największą zaletą tej części wybrzeża jest Zanocuj w lesie, zlokalizowane tuż przy plaży. Ciągnie się od Wisły wpadającej do Bałtyku (pomija tylko Rezerwat Przyrody Mewia Łacha) aż do połowy drogi między Stegną a Sztutowem. I właśnie gdzieś w tej przestrzeni znalazłyśmy swoją sypialnię w piątek po południu. Kolacja, ciepła herbata z palnika i rozmowy z morzem w tle do późna.
Siedziałyśmy tak długo, aż zaczęło nam być chłodno. To był sygnał, żeby zawinąć się w końcu w śpiwory. W swoim niedawno kupionym namiocie – W. Ja w pożyczonym hamaku. Chciałam przetestować, czy taka forma noclegu mi odpowiada. Niestety właściciel hamaka nie uprzedził mnie, że hamak wymaga izolacji od dołu. Śpiwór się zgniata pod człowiekiem i od dołu ciągnie zimnem. Wystarczyło mieć podpinkę. Ale nie zostałam uprzedzona i obudziłam się o 3 w nocy z zimna. Wierciłam się do 4, licząc, że uda mi się ponownie zasnąć – niestety, nic z tego. Wstałam więc, wsiadłam na rower i pojechałam na plażę zobaczyć wschód słońca. Jazda rowerem (i piękne widoki) rozgrzały mnie, więc nawet wskoczyłam do wody (wierzcie mi, w ciągu dnia w słońcu było ciepło, ale Bałtyk o 5 to zdecydowanie nie termy). Ale morsowanie w pierwszych promieniach słońca dało mi dużo radości i pozytywnie nastawiło na kolejny dzień.

Leśna gruntowa ścieżkaw słoneczny dzień.

Dzień 2 – z lasu pod Stegną do… lasu pod Stegną

📍 90 km
Choć tytuł mógłby sugerować, że przez cały dzień smażyłyśmy się na plaży, to zdecydowanie tak nie było. Naszym celem było dotarcie do granicy z Rosją i powrót w te same okolice na nocleg. Ponieważ jestem leniwa, to po jednej sakwie zostawiłyśmy w sklepiku na początku trasy i nieco lżej ruszyłyśmy w drogę. Wciąż lasem, trasą R10. Przez jeszcze nieskończony przekop Mierzei Wiślanej. Ustawiono tam nawet ławeczkę, jakby ktoś miał ochotę popatrzeć sobie na te tony betonu. Ale zaraz potem – bajka. Trasa prowadzi tuż przy plaży. Po lewej widok na morze, po prawej las. Zakochałam się w tym odcinku.
Do samej granicy dojechać oczywiście nie można. Pas przygraniczny jest odgrodzony. Ale z plaży widać dzikie, nietknięte fragmenty wybrzeża. Wracałyśmy tą samą drogą – co zwykle mnie mierzi, ale nie tym razem. Ta trasa jest tak malownicza, że mogłabym nią przejechać i cztery razy pod rząd.

Zachód słońca nad Bałtykiem. Po lewej gruntowa ścieżka rowerowa i las. Po prawej plaża i Bałtyk.

Dzień 3 – z lasu do Tczewa

📍 41,1 km
Tej nocy obie spałyśmy w namiocie – nie zaryzykowałam drugiego dnia w hamaku bez podpinki. Zakochałam się w wygodzie hamaka, ale zdecydowanie muszę mieć docieplenie od dołu. Dzięki temu obie obudziłyśmy się wyspane i pełne energii na niedzielną trasę.
Trasa: znowu prom, a potem Wiślana Trasa Rowerowa lewą stroną rzeki. Trochę asfaltu, trochę płyty, trochę ziemi. Widoki: pola, łąki, czasem Wisła. Dzień wyjątkowo upalny – brak lasu czułyśmy mocno. Ale dobrze jest też czasem zamienić las na coś innego, więc aż tak bardzo nie narzekałyśmy. Po drodze trafiła się nawet wiata ze stołem i ławeczkami, gdzie w cieniu mogłyśmy coś przekąsić w towarzystwie innych rowerzystów.
W Tczewie jeszcze czas na obiad i pociąg do domu. Niestety, czas na ładowanie się naturą szybko mija.

Trasa prowadząca z Gdańska na wschód wzdłuż Bałtyku, a potem na zachód i w dół do Tczewa.

Wschodnie wybrzeże Bałtyku zaskoczyło mnie ciszą, brakiem tłumów i bliskością natury. To nie są Krupówki ani promenada w Mielnie – i całe szczęście. Rower, las, plaża i namiot. Bez parawanów. Bez krzyczących dzieci. Za to z porządną porcją wiatru we włosach i szumu fal w tle.
Na pewno wrócę.

Powiązane wpisy

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy

Zacznij wpisywać wyszukiwane hasło powyżej i naciśnij klawisz Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Przewiń do góry
Przegląd prywatności
Ikonka ciasteczek

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.