Betonowe oznaczenie Szlaku Świętego Jakuba, na którym są przewieszone buty.

Wielkopolski oddech na Camino: Początek drogi – od Gniezna po Jezioro Lednickie

Spis treści

Droga Świętego Jakuba staje się w ostatnich latach coraz popularniejsza. Jedni wyruszają z powodów duchowych, inni turystycznych. Jeszcze inni chcą sprawdzić granice własnej wytrzymałości. Zwykle kojarzy się ją z najbardziej uczęszczanymi odcinkami we Francji i Hiszpanii. Mało kto wie, że Dróg Świętego Jakuba jest w Europie całe mnóstwo, a wiele z nich prowadzi także przez Polskę. Wszystkie jednak zmierzają do Santiago de Compostela.

Pomysł, żeby spróbować swoich sił na tej drodze, chodził za mną już od dawna. Jednak rok 2020 przyniósł niespodziewane utrudnienia w podróżowaniu i obawiałam się, że mogę gdzieś utknąć na długo. Wtedy właśnie pojawiła się decyzja, by zrobić to samo, ale tu – blisko. Tak, jak oryginalnie wyglądało to w przeszłości: droga zaczynała się tuż obok domu. I tak narodził się pomysł, by ruszyć Wielkopolską Drogą Świętego Jakuba. Z Gniezna do… tam, dokąd dojdę (miałam tylko tydzień wolnego).

Nad jedną kwestią długo się wahałam, ale ostatecznie zdecydowałam, że pójdę bez pieniędzy – całkowicie zdana na drogę i ludzi, których spotkam.

To był typ wyprawy, który zupełnie nie był planowany. Wiedziałam tylko, że zacznę w Gnieźnie i że prowadzić mnie będzie szlak oznaczony na mapy.cz kolorem brązowym. Nie miałam pojęcia, gdzie będę nocować, co będę jeść i kogo spotkam po drodze. W kolejnych kilku wpisach opowiem, co z tego wyszło. Ruszamy?

Dzień 0 – Pierwszy krok w stronę przygody

16 sierpnia, dokładnie o 17:06, zadzwoniłam do furtki Klasztoru Mniszek Bosych Zakonu Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel w Gnieźnie. Nikt nie odpowiedział, więc weszłam przez otwartą bramę (na domofon też nie było reakcji) i przez otwarte drzwi. Dopiero tuż za kaplicą, za kolejnymi otwartymi drzwiami, zobaczyłam strzałkę z napisem „dzwonek”.

Chwilę później za kratą pojawiła się siostra. Porozmawiałyśmy krótko, po czym przez tzw. koło podała mi pościel i klucz. Dziś nocuję w Galilei.

Oprócz mnie w klasztorze nocują też inni pielgrzymi z Camino. Siostra musiała pójść zapytać, który klucz jest dla mnie, więc dowiedziałam się, że nie jestem tu jedyną wędrowniczką. Może więc jutro nie wyruszę na szlak sama?

Brama Klasztoru Mniszek Bosych Zakonu Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel w Gnieźnie.

Wyprawa zaczyna się… przeziębieniem i lekcją zaufania

Startuję od przeziębienia (jakbym po tylu latach wciąż nie wiedziała, że brak snu = drastyczny spadek odporności i łapanie wszystkiego, na co inni są odporni). Do Powidza zdążyłam jeszcze wziąć cztery Sudafedy i dwa Erdomedy z domowej apteczki – zjadłam je w ten weekend. Po weekendzie zostało mi 24 zł. Na waciki nie starczy. A czy starczy na Sudafed i Erdomed, żebym mogła po drodze swobodnie oddychać?

Kilka osób mówiło mi, że jestem bardzo odważna, idąc w ciemno bez pieniędzy. Że to wymaga ogromnego zaufania. Jak Renia ufa? Ano tak, że wzięła zapas jedzenia, by starczyło na kolację w niedzielę i cały poniedziałek.

A tymczasem u sióstr – pełna lodówka dla pielgrzymów. Lekcja numer jeden: Reniu, przestań robić zapasy i martwić się o jutro. Dość ma dzień swojej biedy. Można przygotować się na czarne scenariusze, a i tak nie przewidzi się wszystkiego. Zabezpieczyłam jedzenie, którego mam w nadmiarze, a zapomniałam o lekach i chusteczkach.

Miałam plan, że w kryzysowej sytuacji wystawię kapelusz i będę śpiewać. Problem w tym, że głos do śpiewania się nie nadaje. Jakby ktoś mówił: Przestań kombinować. Zaufaj. To ja się o ciebie zatroszczę, a nie ty sama. Ty sama nic beze mnie nie możesz.

Więc Zosia Samosia będzie musiała nauczyć się ufać i prosić.

Tymczasem wypiłam herbatę z miodem i poszłam się wyspać. Zobaczymy, co przyniesie jutro…

Dzień 1 – pierwszy dzień drogi

📍 26,1 km pieszo i 5 km rowerem

Co może połączyć ludzi? Taśma szczęścia. A raczej jej brak. Tak właśnie poznałam wczoraj wieczorem Pawła, który wędruje Camino z Kruszwicy (a dojdzie tam, gdzie dojdzie w środę). On szukał taśmy szczęścia, bo w łazience jej zabrakło, a ja miałam zapas ze sobą, więc mogłam się podzielić.

Kaplica Klasztoru Mniszek Bosych Zakonu Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel w Gnieźnie.

Poranek

Dzień zaczęłam od Mszy o 7:30. Nigdy nie byłam w zakonie kontemplacyjnym, więc nie wiedziałam, jak to wygląda. Jeśli i wy nie byliście, to się podzielę. Siostrę oglądałam tylko przez kratę, a potrzebne rzeczy podawała mi przez koło.

A Msza dziś rano? My w kaplicy, która z pozoru wyglądała jak zwykła kaplica. No, może poza tym, że było czterech księży i diakon, i nie mieścili się w prezbiterium. Ale skądś dochodził śpiew sióstr i dźwięk organów. Zagadka rozwiązała się, gdy ksiądz zaczął udzielać Komunii – najpierw siostrom. Otóż po prawej stronie prezbiterium jest krata, a za kratą siostry mają swoją część kaplicy i organy. Wszystko świetnie przemyślane i zorganizowane.

Katedra w Gnieźnie.

Zwiedzanie (prawie legalne)

Po Mszy wyruszyliśmy na szlak razem z Pawłem. Na szczęście wstałam jak nowonarodzona, więc dylemat, które z lekarstw kupić, mogłam odłożyć na inny dzień. Oddycham bez wspomagania – sukces.

Najpierw oczywiście katedra. Niestety w remoncie. Nie wiem, czy wiecie, ale żeby zobaczyć słynne Drzwi Gnieźnieńskie, trzeba kupić bilet. Kiedy jednak podeszliśmy, akurat wychodziła inna grupa. Pani, która do tej pory z zapałem opowiadała po polsku historię Wojciecha, z równie dużym entuzjazmem wyjaśniła nam po angielsku, że zwiedzanie „only with ticket. Two hours. Here (pokazała na wyjętej przed chwilą mapce) you can buy tickets”.

Paweł bez wahania odpowiedział po angielsku: „we don’t have two hours, we are on the road” (tu pokazał nasze piękne plecaki) „and we only wanted to see the Door of Gniezno”. Pani zaprosiła nas, żebyśmy jednak weszli.

Kiedy wychodziliśmy, wręczyła nam mapkę po niemiecku z katedrą i rynkiem, po czym zapytała: „where are you from?”. Ja, po chwili wahania, odpowiedziałam, że z Poznania. Szok i oburzenie na jej twarzy były wyraźne: „To wy po polsku mówicie, a mi po angielsku odpowiadacie?!”. Pomarudziła jeszcze chwilę, że tu są kamery, a ona znów wpuściła dwie osoby, po czym przeszła do kolejnej grupy, opowiadając, że wyjątkowo wpuściła pielgrzymów z Camino, ale w zasadzie trzeba kupić bilet.

Paweł uznał, że czas na kawę. Znalezienie kawiarni otwartej przed 10 graniczyło z cudem, ale w końcu się udało: na stoliku wylądowała kawa (podobno średnia) i przepyszna gorąca czekolada, którą Paweł mi postawił.

Po krótkiej informacji o wartości muszli o 11 zaczęliśmy opuszczać Gniezno – ruszyliśmy na szlak.

Tabliczka w Gnieźnie opisująca pierwsze metody płatności - m.in. za pomocą muszli.

No to w drogę

Kawałek za Gnieznem znaleźliśmy pierwsze oznaczenie szlaku – małą strzałeczkę.

Piekary, Braciszkowo, Rzegnowo, Żydówko, Siemianowo… krok za krokiem. A przy drodze – najpiękniejsze kwiaty świata 🌻.

Po drodze zaczęło grzmieć i kropić, ale deszczyk był tak delikatny, że nie zdołał nas zmoczyć. Krople szybko parowały. W tym upale  jedynym ratunkiem były chmurki pojawiające się co jakiś czas na niebie.

Wydawało mi się, że zabrałam tylko niezbędne rzeczy (a nawet, że kilku nie wzięłam), a jednak plecak ciążył… Sukcesywnie więc staraliśmy się odchudzać jego zawartość 🍫.

Zdjęcie dużej metalowej ryby na Polach lednickich na tle zachodzącego słońca. W rybie drobna postać w spódnicy.

Waliszewo i niespodzianka

Nazwę Waliszewo zapamiętam – piękne pola namiotowe tuż przy Jeziorze Lednickim. Szczególnie ujęła mnie pani spod numeru 12. Polecam serdecznie – chętnie wróciłabym tu kiedyś pobiwakować.

Tymczasem rozpoczęły się negocjacje. Paweł chciał zostawić plecak i wrócić do Dziekanowic i na Ostrów Lednicki, a potem tu przenocować. Mnie aż tak w takie miejsca nie ciągnęło, a poza tym była już 18:00, więc sprawdziłam, do której można tam popłynąć promem. Okazało się, że w poniedziałki – wcale.

Umyliśmy nogi w jeziorze i mieliśmy ruszać, kiedy zagadał do nas sąsiad pani spod 12. Był zdziwiony, bo myślał, że tu nocujemy. Gdy dowiedział się, że jesteśmy z Camino, zaproponował nocleg gratis.

Po długich negocjacjach ustaliliśmy, że dziś pojedziemy rowerami na Pola Lednickie, a jutro zrobimy „dezercję” ze szlaku: Dziekanowice – Ostrów – i powrót wzdłuż jeziora na szlak.

Rowery okazały się trochę gruchotami. Nie pamiętam kiedy jechałam rowerem bez przerzutek i z hamulcem w postaci kręcenia kołami w tył. Paweł za to miał mało powietrza. Ale na Pola Lednickie trafiliśmy.

I muszę przyznać, że niesamowicie wyglądała ryba o zachodzie słońca. Oj, ten zachód słońca był przecudowny.

Rozrzucone ubrania i inne elementy biwaku na trawie. W lewym górnym rogu drzewo z tabliczką ochorny.

Wieczór w miliongwiazdkowym hotelu

A nocleg pod chmurką w miliongwiazdkowym hotelu. Pod ochroną oczywiście. Bo grunt to bezpieczeństwo.

Wieczorem jeszcze rozmowy o życiu… A kiedy pokazałam Pawłowi Jowisza i Saturna i powiedziałam, że wiem, bo Jerzyk mi pokazał, okazało się, że wędruję przez cały dzień z Jerzym, ale że nie lubi swojego imienia, to przedstawia się ludziom swoim drugim imieniem…

Mapa trasy z Gniezna do Waliszewa nad Jeziorem Lednickim.

Pierwszy dzień wędrówki za nami, a my już chcemy zejść ze szlaku. Ale obiecuję, że później będę bardziej wierna. Jesteście ciekawi?

Powiązane wpisy

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy

Zacznij wpisywać wyszukiwane hasło powyżej i naciśnij klawisz Enter, aby wyszukać. Naciśnij ESC, aby anulować.

Przewiń do góry
Przegląd prywatności
Ikonka ciasteczek

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Ściśle niezbędne ciasteczka

Niezbędne ciasteczka powinny być zawsze włączone, abyśmy mogli zapisać twoje preferencje dotyczące ustawień ciasteczek.

Ciasteczka stron trzecich

Ta strona korzysta z Google Analytics do gromadzenia anonimowych informacji, takich jak liczba odwiedzających i najpopularniejsze podstrony witryny.

Włączenie tego ciasteczka pomaga nam ulepszyć naszą stronę internetową.